Requiem dla sielanki

znikające stawyNie tak dawno Urząd Miejski tryumfalnie oznajmił (miastu i światu) zbycie Zakładom Mięsnym HAM działki inwestycyjnej usytuowanej opodal radzionkowskiej ciepłowni. I niby wszystko ok. Nieużytek w nieciekawej okolicy sprzedany. Za kilka lat nikt już nie będzie pamiętał o pięknym stawie jaki na rzeczonym terenie jeszcze nie tak dawno istniał…

Zniknięcie

Jedni nazywali go „Ósemką”, dla innych był „Elektrycznym”. Przez długie lata stanowił nieodłączną część krajobrazu radzionkowsko-piekarskich „Kocich Górek”. Zniknął jakiś czas temu niepostrzeżenie, po cichutku i brutalnie zrównany z ziemią. Do dziś pamiętam zaskoczenie, jakie spotkało mnie, kiedy podjechałem nad (nie istniejący już, o czym nie wiedziałem) staw, wyciągnąłem z auta wędki, popatrzyłem w jego stronę, jednak było tam już tylko gliniane klepisko. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Ale grunt na atrakcyjności (inwestorskiej) na pewno zyskał…

A staw był rzeczywiście piękny. Duży, głęboki, z czystą wodą, w której roiło się od płoci, karasi, linów, okoni i szczupaków. Były też traszki, błotniarki, małże i inne wodne stworzenia, które od pokoleń żyły w swoim stawowym mikroświecie.

pozostały tylko wspomnieniaLatem nad „Ósemką” wypoczywali młodsi i starsi wędkarze-amatorzy, była też popularnym miejscem kąpieli dla mniej wybrednych, czy też po prostu mało zasobnych małolatów, których nie stać było na codzienne wizyty na basenie. Zielona okolica „Kocich Górek” tylko zwiększała jego atrakcyjność. Staw miał jednak pecha i twarde reguły kapitalizmu przekształciły go pewnego dnia w ubitą glinę, która szybko zarosła chwastami i samosiejkami. Dziś, w świecie telewizji i internetu oraz mnogich rozrywek, które funduje się nam i naszym dzieciom w przeróżnej postaci, jego obraz znika powoli z naszej pamięci. Nie mniej jednak szkoda…


Wspomnienie sielanki

Co by jednak było, gdyby wyżej wspomniany zbiornik wodny nie leżał w sąsiedztwie HAM-a ale stanowił część totalnie bezwartościowego terenu? Proponuję spacer śladami miejsc, które niegdyś dawały nam radość. Bo też kiedyś, lat temu 20 czy 25, żyło nam się może biedniej, ale za to mniej skomplikowanie. Cieszyły nas błahostki. W moim przypadku pasją stało się wędkarstwo oraz włóczęga po radzionkowskich polach, łąkach i zapuszczonym parku na Księżej Górze.

Historia dotyczy przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a wędrówkę zaczynamy przy ogródkach działkowych leżących na pograniczu „Górki” i Rojcy.


Jak z perełki zrobić wysypisko

na spacer z psemNa początek „Warzychów” albo „Warzychowy”. Jak wskazuje nazwa położony na gruntach rodziny o takim nazwisku. Pod koniec lat osiemdziesiątych był prawdziwą perełką radzionkowskich stawów i chyba nie popełnię gafy pisząc, że był największy i drugi pod względem głębokości. Doskonale pamiętam czasy, kiedy z powodzeniem można się było w nim kąpać. Prawdziwą frajdę sprawiało zaś łowienie wielkich płoci i wzdręg na koniki polne. A potem pojawił się bliżej nieokreślony idiota, który wywalił do stawu stary piec czy pralkę. Dalej poszło już lawinowo. W kilkanaście miesięcy piękny staw zmienił się w obrzydliwe wysypisko śmieci, w czym, jak sądzę, decydującą rolę odegrali działkowicze i pozbawieni skrupułów mieszkańcy, dla których wywalanie rupieci do „Warzychowego” stało się swego rodzaju lokalnym sportem. Do tego dochodziły topione w workach psy a czasem nawet i świnie (!). Powoli zapomnieliśmy, że staw był niegdyś miejscem kąpieli. Wędkowanie przestało być przyjemnością. Na koniec, z czyjegoś polecenia, stopniowo go zasypano. Dziś praktycznie nie ma po nim śladu. Chociaż… W jednej z nie do końca zniwelowanych dziur w ziemi tradycja śmieciarska nadal kwitnie w najlepsze.


Grodzimy, grodzimy, grodzimy…

Śmieci trafiają gdzie popadnieTuż za „Warzychowem” było „Serce”- niewielki, płytki zbiornik swoją nazwę zawdzięczający kształtowi, nad którym bywaliśmy z rzadka, bo też i ewentualna wędkarska zdobycz była niewielka albo wręcz żadna. Dziś „Serce” można oglądać jedynie zza ogrodzenia i tym samym staw ten otwiera smutny poczet wydzierżawionych prywatnym osobom, a niegdyś powszechnie dostępnych radzionkowskich zbiorników wodnych.

Podobny do powyższego los spotkał pobliską „Alleluję”(nazwa skąd inąd komiczna i nie warto chyba wnikać w jej proweniencję). Piękny, dość duży, bardzo głęboki staw ogrodzono siatką z drutem kolczastym, a dla wzmocnienia efektu i odstraszania ewentualnych amatorów cudzej rybki na kolację w proces strzeżenia posesji zaangażowano trzy głośno ujadające kundelki. Dzierżawca/ właściciel musi w nim hodować stworzenia co najmniej na miarę potwora z Loch Ness. W związku z dużym natężeniem hałasu nie polecam spaceru w tej okolicy.

Za „Allelują” leży nie mniej urokliwy staw z niewiadomych powodów nazwany „Annabergiem”. Niegdyś także miejsce kąpieli oraz okazja na złapanie szczupaka, dużego karasia czy nawet dość rzadkiego w okolicy okonia. Dziś- piękne miejsce do wypoczynku… dla wybranych, którym udało się „zaklepać” go najszybciej do dzierżawy. „Annaberg” dostępny jest dla zwiedzających jedynie zza kratek okalającej go siatki .

Idąc dalej drogą równoległą do ogrodzenia ogródków działkowych mijamy po prawej stronie niewielki zbiorniczek, rzekłbym nawet- większą kałużę. Łowiliśmy w nim przepiękne różanki (jeszcze wtedy nie pod ochroną) jako przynęty na drapieżniki. Dziś, a jakże, co prawda bez ogrodzenia i psa, ale za to z tabliczką obwieszczającą wszem i wobec czyj jest staw i zwięzłym komunikatem „zakaz łowienia ryb”.

Wychodząc w lewo na drogę z płyt, którą parafianie z Rojcy rokrocznie pielgrzymują do Piekar, w okolicach dawnego wysypiska śmieci, po prawej stronie następne dwa stawy. I następne dwa ogrodzenia…

Za jednym, znajdującym się w głębi, tuż za przydrożnym krzyżem (też ogrodzonym), dzierżawca/ właściciel urządził stylowe ranczo do obrony swojego terytorium angażując aż dwa owczarkopodobne psy. Miło, cicho, przyjemnie. Niestety- nie dla wszystkich.

Ostatni Mohikanin”

Kontynuując spacer w stronę ciepłowni skręcamy w prawo przed ostatnim zabudowaniem. Po kilkudziesięciu metrach miłe zaskoczenie. Jest! „Ostatni Mohikanin” ogólnodostępnego niegdyś „radzionkowskiego pojezierza”. Ciekawe jak długo jeszcze potrwa zanim podzieli los pozostałych stawów.


Księża Góra – Basen

Na koniec zostawiłem Księżą Górę. Park pięknieje nam w oczach. Są ścieżki rowerowe, siłownia, boiska, basen. I dobrze. 20 lat temu, za czasów bytomskich, mogliśmy o tym jedynie pomarzyć. Basen co prawda istniał i był tłumnie odwiedzany- ale skala porównawcza z tym, co na terenie MOSiRu istnieje dziś- jest żadna. Budynek z przebieralniami rozpaczliwie, od lat, wołał o pomoc ostatecznie jej nie osiągając. Pomalowane siermiężną niebieską farbą zbiorniki kąpielowe z oddali cuchnęły chlorem. Mięśniaki na fotelikach teoretycznie pilnowały porządku i chroniły przed utonięciem, faktycznie zaś głównie wystawiały opalone torsy ku uciesze zachwyconych podlotków. Na dole, w miejscu dzisiejszego boiska ze sztuczną nawierzchnią straszyło wylane asfaltem boisko do koszykówki, na którym, w związku z licznymi „muldami” i pęknięciami, prawie nikt tej dyscypliny nie uprawiał. W związku z czym świetnie sprawdzało się jako miejsce do opalania na ręcznikach.

Główną atrakcją basenu były w tym czasie skocznie zlokalizowane przy najgłębszej części basenu. Styl skakania na „3,80” ze skoczni czy słupków dawał szanse na zabłyśnięcie w męskim środowisku .


Okrągłe”

Poza basenem- miejscem, które kochaliśmy, było „Okrągłe”. Wymyślone przed laty jako miejsce organizacji imprez plenerowych, z braku takowych pewnego dnia stało się boiskiem piłkarskim i takim, do czasu pierwszych imprez „miastowyzwoleńczych” organizowanych na początku lat dziewięćdziesiątych przez RTSK, już pozostało.

Okrągłe” odwiedzane było przez nas prawie przez okrągły (nomen- omen) rok. Pamiętam jedną z zim, kiedy w ferie zimowe graliśmy w piłkę w t-shirtach ( zwanych jeszcze wówczas „podkoszulkami”). Zresztą śnieg też nie stanowił większej przeszkody…


Stacja zagłuszeń

Za „Okrągłym”, bodajże od lat pięćdziesiątych, stała za płotem Stacja zagłuszeń. Zbudowana w jednym z najwyższych punktów „Księżej Góry” z zadaniem zagłuszania „Radia Wolna Europa” po upadku teorii zwolenników takich sposobów zagłuszania wrogich rozgłośni opustoszała. Brak gospodarza sprawił, że stacją stopniowo zaczęli się interesować mieszkańcy Radzionkowa odczuwający boleśnie deficyt materiałów budowlanych w PRL- owskich sklepach. Najpierw znikło ogrodzenie, potem drzwi, okna… Dla nas najbardziej atrakcyjna była wieża Stacji, na którą wspinaliśmy się mimo braku prowadzących na nią schodów. Niestety zabawy na terenie Stacji skończyły się dla nas dość tragicznie. Pewnego dnia jakaś „mądra głowa” zadecydowała o umieszczeniu w niezabezpieczonym budynku transformatora z wysokim napięciem. Dla kumpla, który miał nieszczęście dotknąć przypadkiem jakiegoś elementu, skończyło się amputacją części ręki…

Zła sława Stacji nie odstraszyła bynajmniej wspomnianych wyżej amatorów darmowych materiałów, którzy w bliżej nieokreślonym czasie rozebrali ją cegła po cegle. Dziś to miejsce jest jedynie ceglanym rumowiskiem.


Szkała”

Proces przemian nie ominął niestety pięknego, dzikiego zakątka jakim do niedawna jeszcze była księżogórska „Szkała”. Za unijne pieniądze z bogatą miejscową roślinnością rozprawiono się tu bezpardonowo tworząc tymczasowo kamienno-wapienną pustynię. Nie wiem jak instalacja „ciepłolubnych muraw napiaskowych” w Ogrodzie Botanicznym będzie wyglądać w przyszłości, nie mniej jednak całokształt obrazu, jaki zobaczyłem 1 listopada, napawa mnie obawami.


Matyjas”

Tuż za „Szkałą” ostatni punkt wędrówki i wspomnień z czasów dzieciństwa – „Matyjas”.

Staw o tej nazwie powstał na miejscu odkrywkowej kopalni i przez lata był jedną z czterech, obok basenu, toru saneczkowego i boiska na „Okrągłym”, atrakcji zaniedbanej Księżej Góry. Z racji niewielkiej odległości od domu nad „Matyjasem”, zwłaszcza w czasie wakacji, bywało się niemal codziennie. Położony na pograniczu lasu i pól, z których rozpościera się malownicza panorama na piekarski Kopiec i wieże Bazyliki, duży staw był wspaniałym miejscem wypoczynku dla całych rodzin. W soboty i niedziele przychodziły tu z kocami, ręcznikami i torbami pełnymi kanapek. W czystej wodzie taplały się maluchy, a różanki i „śledziki” można było łapać na zwykły akwarystyczną siatkę kładąc na powierzchnię okruchy chleba. Mieniące się kolorami tęczy różanki były zresztą żywymi próbnikami czystości wody z racji rozmnażania się wewnątrz muszli małży, które nie żyją w byle ścieku. Staw tworzył jeszcze wówczas wyciągające się w stronę ścieżki do „źródełka” (dziś próżno go już szukać) zalewiska, w których wiosną tarły się szczupaki i piskorze. W „Matyjasie”, oprócz wspomnianych ryb, można też było złowić przyzwoitego lina, karasia, kiełbia czy płoć.

A jak prezentuje się dziś? Dziś „Matyjas”, a raczej to, co jeszcze z niego zostało, trudno nawet nazwać stawem. Długie zalewiska, z niewiadomych przyczyn, od kilkunastu lat pozostają bez wody, zaś płytsza część stawu istnieje jedynie śladowo będąc w większej części zarośnięta trzcinami i wyschnięta. Po otoczeniu widać, że nie zagląda tam już nawet przysłowiowy pies z kulawą nogą. W chwili, gdy obserwujemy wzmożone zainteresowanie Parkiem, w momencie, kiedy władze miasta zabrały się za upiększanie takich jego rejonów, które (moim, subiektywnym zdaniem) w ogóle tego nie wymagały- „Matyjas” umiera na naszych oczach. Co jest przyczyną faktu braku zainteresowania tym urokliwym elementem na stałe wrośniętym w księżogórski krajobraz? Może brak sentymentu? Może brak argumentów? Radny na którego głowie spoczywa dbałość o przedłużenie ulicy Zejera ma zapewne wiele innych problemów i może zbyt małą siłę przebicia wśród swoich koalicyjnych kolegów. Fakt małej dbałości o ten piękny zakątek parkowej przyrody może też wypływać z czystej niewiedzy. Idę o zakład, że gros radnych nigdy nawet nie słyszało o „Matyjasie”. A może po prostu postawiono na nim kreskę z czysto ekonomicznych powodów?

Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że za trzy- cztery lata „Matyjas” będzie już tylko suchą dziurą w ziemi i pustą nazwą na mapach Naszego Miasta… Uważam, że to jest właśnie ten moment aby uratować wspomnienia i zainteresować się tym zbiornikiem. Jak? Tu napisze przewrotnie, że nie ja jestem od koncepcji. Wierzę, że „wyszarpanie” z unijnej kasy wielkich pieniędzy na ścieżki rowerowe i całą infrastrukturę parku łącznie z nieszczęsnymi murawami nie przyszło Urzędowi przypadkiem. Nad projektami pracują prawdziwi fachowcy, których cenię i w tym momencie pozdrawiam. Koncepcje należą właśnie do nich. Może potrzeba tylko bodźca by je uruchomić? „Matyjas” naprawdę potrzebuje akcji rewitalizacyjnej, i to o wiele pilniej niż dewastowana właśnie „Szkała”.


Bez happy- endu

Podsumowując stawowo- sentymentalną historię pozostaje tylko westchnąć i w zamyśleniu powtórzyć cytując czeskiego klasyka:„To Se Ne wrati”. Smutne, że w warunkach posiadania na swoim ( stosunkowo niewielkim) terenie tak wielu „dzikich” stawów, wszędzie widać siatki, psy i drut kolczasty. Piękny i zdrowy sposób na spędzanie wolnego czasu, jakim jest wędkarstwo, w mieście Radzionkowie zanika. Koło wędkarskie „Radzionków” (nota bene położone za miedzą, nad bytomsko-suchogórską „Grotą”) nie cierpi na nadmiar młodych adeptów. Inaczej być nie może- nie mamy bowiem alternatywy by tę młodzież bakcylem wędkarstwa zarazić.

Czytając powyższe ktoś może się żachnąć wspominając stałe zanieczyszczenia niegrodzonych stawów, utopione psy, itd. Dziś tego nie ma- to fakt, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie kala własnego gniazda. Z drugiej jednak strony mamy w mieście świetny aparat ściągania mandatów za podobne wykroczenia, a całe to pogrodzone „radzionkowskie pojezierze” byłoby następnym, bardzo cennym magnesem, czyniącym nasze miasto atrakcyjnym turystycznie… Śmiem twierdzić, że zadbane okolice stawów, jak i one same, były by świetnym uzupełnieniem projektu „Przyjedź na weekend do Radzionkowa” atrakcyjnością na pewno przewyższając chociażby skansen górniczy na Buchaczu. Nie dowiadywałem się na jakich zasadach stawy są dzierżawione (o ile jest to tylko dzierżawa) ale proponuję bliżej się im przyjrzeć. Są to w końcu skarby nas wszystkich, jako mieszkańców miasta.

Jacek Lubos

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

test z matematyki * Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.