Wywiad z Arturem Skowronkiem

W sierpniowym wydaniu Głosu Radzionkowskiego ukazał się wywiad z byłym trenerem Ruchu Radzionków, a obecnie szkoleniowcem ekstra klasowej Pogoni Szczecin Arturem Skowronkiem. Dla tych, którzy z jakiś nieznanych powodów nie zakupili najnowszego GR poniżej prezentujemy cały wywiad z trenerem. Należy zaznaczyć, że rozmowa odbyła się jeszcze przed decyzją władz klubu o wycofaniu się Ruchu Radzionków z rozgrywek I ligi.

Głos Radzionkowski: Na początku panie Arturze szczere gratulacje sportowego awansu jakim jest angaż w ekstraklasowej Pogoni Szczecin.
Artur Skowronek: Dziękuję bardzo.
– Nie jest już pan trenerem Ruchu. Jak wyglądało rozstanie z swoim macierzystym klubem, nie było szans aby dalej był pan trenerem Ruchu?
Szkoda mi bardzo tej całej sytuacji, los Ruchu zawsze leży mi na sercu i sądzę, że gdyby było w tym klubie wszystko poukładane to mógłbym w tym klubie zostać i nadal tu pracować. Wiadomo, jeżeli pojawiłaby się oferta z ekstraklasy to na pewno bym z niej skorzystał, ale też fajnie byłoby odejść jakby było to normalnie poukładane, jakby to była ciągłość. Niestety rozwiązałem kontrakt z Ruchem, ale cóż z samej satysfakcji rodziny się nie utrzyma.
– Nawiązując do pana rozstania z klubem. Media obiegła informacja o rozwiązaniu przez pana kontraktu za porozumieniem stron jednak wkrótce została ona zdementowana przez klub.
Dla mnie umowa słowna jest ważniejsza od tego co jest na papierze. Dogadałem się z władzami klubu, sprawa była jasna, pozostało tylko podpisanie stosownych papierów, jednak na kolejnym spotkaniu, sytuacja zmieniła się i władze klubu z umowy słownej się wycofały.
– Czy ściągnie pan do Szczecina, któregoś z zawodników występujących dotąd w Radzionkowie?
Chciałbym bardzo zabrać kilku chłopaków, jednak poziom kadrowy Pogonii jest na bardzo dobrym poziomie, potrzebna są znikome korekty.
– Wróćmy jednak do tego co mieszkańców Radzionkowa interesuje najbardziej, a więc do Ruchu. Jak pan ocenia ubiegły sezon od strony sportowej?
Na pewno bardzo dobrą robotę wykonali nasi piłkarze, broni ich wynik, ja jednak o wyniku nie chciałbym rozmawiać. Chciałbym jednak powiedzieć, że po raz kolejny stworzył się w Radzionkowie bardzo fajny zespół, znaleźliśmy ze sobą wspólny język, co było widoczne na treningach, odprawach meczowych i na ligę, w której pokazaliśmy swoją wartość. Wszystkim chłopakom, trzeba wystawić bardzo dobre oceny, które na pewno przełożą się na konkretne oferty dla tych piłkarzy.
– Jak wyglądała atmosfera w drużynie w kontekście wszystkich problemów, jakie dotykały klub w ubiegłym sezonie?
Rzeczywiście pracowaliśmy w biedzie i ta bieda nas jednoczyła. Mimo, wszystko zaciskaliśmy zęby, motywowaliśmy się i ta atmosfera była na tyle zbudowana, że nie „popuściło” to do ostatniej kolejki.
– Nie było momentów rezygnacji? Były nawet sytuacje, że nie chcieliście wyjeżdżać na spotkania wyjazdowe….
W końcówce sezonu na pewno przyszedł moment zamartwiania się i zadawania sobie pytania – co będzie dalej. Był to na pewno sposób walki z tym, żeby ktoś się obudził i zaczął z nami rozmawiać, gdyż tej rozmowy na pewno bardzo brakowało. Ja miałem „pod sobą” nie tylko tych 23-24 piłkarzy, ale można powiedzieć że ok. 20 rodzin. Każdy zawodnik, który po treningu wchodził do domu musiał sobie z tymi problemami radzić. Były sytuacje, że piłkarze otwierali lodówkę, a tam było tylko światło. Właśnie w tych sytuacjach widać siłę tej drużyny, która umiała koncentrować się wyłącznie na treningach i w tej biedzie się jednoczyć. Te wszystkie „akcje” w mediach były po to, aby wreszcie dowiedzieć się co dalej, gdyż kończył się sezon i nie było żadnych sygnałów co z nami będzie. Atmosfera była na tyle dobra, że jeżeli wszystko było by poukładane nikt z tego klubu nie chciałby odejść. Szkoda, ze stało się tak jak się stało.
– Jak Pana odejście odebrali piłkarze, czy nie odebrali tego w ten sposób, że jak odchodzi „kapitan” to statek za chwilę zatonie?
Myślę, że właśnie tak to odebrali. Ja do końca tej decyzji o rozstaniu z Radzionkowem nie podejmowałem, gdyż wierzyłem, że uda się to wszystko posklejać, ale w momencie kiedy światełko w tunelu coraz bardziej gasło podjąłem taką decyzję i to na pewno odczuli chłopcy w szatni.
– A gdy pan rozwiązywał kontrakt, to były jakieś próby przekonania pana do zmiany decyzji?
Były rozmowy ale bez konstruktywnych, a tak jak już wspomniałem z samej satysfakcji prowadzenia drużyny rodziny się nie utrzyma i kwestie finansowe też miały wpływ na moją decyzję, gdyż było naprawdę bardzo ciężko.
– Czy prezes klubu w tych rozmowach miał jakieś argumenty, czy było to na zasadzie „zostań bo zostań”?
Bez komentarza.
– Co będzie z Ruchem?..
Jak to się wszystko rozwiąże nie mam pojęcia. Jest próżnia. Podstawą dalszego funkcjonowania klubu jest zniesienie zakazu transferowego, który ciąży na klubie, a bez tego klub nie może pozyskać żadnego zawodnika. Sytuacja jest bardzo ciężka i żałuję bardzo, że to się tak skończyło, bo wiele wyrzeczeń nas wszystkich to kosztowało, aby utrzymać ten klub w I lidze, a tak naprawdę żadnego efektu z tego nie ma.
– Zwłaszcza, że ostatni rok był jednym z lepszych pod względem sportowym w ostatnim dziesięcioleciu.
Właśnie i dlatego szkoda, że nie poszły za tym sprawy organizacyjne. Szkoda, że nikt nie przyszedł, nie wyciągnął do nas ręki. Szkoda, że nie chciano w Radzionkowie wybudować tego stadionu. Brak stadionu jest największą bolączką , gdyż jeśli w mieście byłby nowy obiekt piłkarski to inwestor na pewno by się znalazł, jestem o tym przekonany. Nie ma chemii pomiędzy miastem i klubem, a bez tego nie ma szans na nic.
– Czy Wy jako sztab szkoleniowy mieliście jakieś rozmowy z władzami naszego miasta na temat funkcjonowania klubu?
Ja miałem jedną rozmowę przed rozpoczęciem sezonu. Wtedy nie wyglądało to, aż tak czarno jak się później okazało.
– Były jakieś konkretne deklaracje?
Deklaracje traktowały o stypendiach i wsparciu dla klubu, co się stało, natomiast po zakończeniu sezonu zostało to ucięte. Natomiast deklaracje to jedno, a rzeczywistość to drugie. Na temat budowy nowego stadionu padały jasne i konkretne deklaracje wygłaszane m.in. przez burmistrza miasta na płycie boiska. A co z tego wyszło to wszyscy wiemy. Jeśli ktoś mówi na tak szerokim forum takie deklaracje to musi mieć argumenty, a ludzie nie mając ich takie rzeczy wygadują. Dlatego teraz powinni mieć odwagę uderzyć się w pierś i przeprosić kibiców, którzy tym ludziom zaufali. Trzeba po prostu mieć „jaja” i umieć przyznać się do porażki.
– Czy nie uważa pan, że sytuacja w której Ruch może niedługo stracić miejsce w pierwszej lidze byłaby na rękę władzom naszego miasta?
Myślę, że tak, gdyż byliśmy dla miasta jak kula u nogi, ciężarem bardzo dużym i tyle.
– To smutne. Pan kilkakrotnie podczas trwania sezonu wypowiadał się bardzo krytycznie i głośno o sytuacji w klubie, czy otrzymywał pan jakieś reprymendy od władz klubu z tego tytułu?
Czułem się ojcem w tej szatni i czułem się odpowiedzialny za moich podopiecznych i uważałem, że powinienem w ten sposób „uderzać” czyli wypowiadać się w ten a nie w inny sposób o sytuacji w klubie. Zwłaszcza, że brakowało jakichkolwiek rozmów z ludźmi, którzy powinni zapewnić byt finansowy nam i naszym rodzinom. Tego nie było i dlatego tego typu wypowiedzi z moich ust padały. Miałem zapisy kar finansowych w kontrakcie, jednak byłem na tyle zdesperowany, że nie zwracałem na to uwagi. Jednak nikt mnie do porządku za te słowa nie przywoływał, gdyż pewnie zarząd klubu rozumiał moje żale. Wszyscy byliśmy bezsilni i uznałem, że opinia publiczna powinna wiedzieć jaka jest rzeczywistość w klubie.
Uznałem, że kibice powinni wiedzieć, o tym jak jest nam ciężko, a nie tylko to, że fajnie gramy w piłkę i wszystko jest w jak najlepszym porządku, gdyż tak niestety nie było. Moje wypowiedzi pozostały jednak bez odzewu i dzisiaj sytuacja jest beznadziejna.
– Wspomniał pan, że nikt z zarządu klubu z wami nie rozmawiał. Jak zatem wyglądały próby tego kontaktu i uzyskania informacji – co dalej z wami będzie?
Byliśmy zwodzeni ciągłymi datami uregulowania naszych zaległości itd. Jednak nie obwiniał bym tutaj prezesa Tomasza Barana, gdyż jemu bardzo zależało i w dalszym ciągu zależy na tym, aby ten klub normalnie funkcjonował, jednak momentami był bezsilny i na pewno brakowało mu wsparcia. A powinno być ono udzielone przez osoby, które były przy nim w klubie. Ja tych prób szukania pomocy dla klubu nie widziałem. Trzeba przecież jakoś działać, marketingowo itd. Tego wsparcia brakowało. Osoby współpracujące z prezesem mają dziś pretensje do człowieka, który wyłożył na klub swoje pieniądze o to, że klub jest w takim miejscu, a nie innym. Nie było widać takiego zjednoczenia i wspólnego działania dla dobra klubu. Gdy próbowałem o coś pytać, to przeważnie widziałem rozkładanie rąk. My sami jako sztab szkoleniowy załatwialiśmy pieniądze na hotel w Świnoujściu. Ja rozumiem, że są codzienne problemy, jednak trzeba mieć jakąś logikę działania, jakiś pomysł na klub, jakieś warianty.. Mieliśmy zakończenie sezonu, to sami sobie zrobiliśmy obiad, przyszedł jeden z członków zarządu klubu, powiedział „dziękuję, przepraszam” i tyle. Koniec sezonu, chłopaki rozjeżdżają się po całej Polsce, bez kontraktów, bez perspektyw, bez niczego. Trzeba mieć plan A, B, C. Plan A jest I liga; robimy to, to i to, plan B jest III liga robimy co innego, podejmujemy inne działania itd. Ja rozumiem, że obecnie jest ciężko o jakiekolwiek pieniądze, ale trzeba działać i próbować. Niektórzy piłkarze odnieśli kontuzje, byli bez kontraktów, jak może klub w ten sposób funkcjonować.
– Pańskim zdaniem – jak zarząd klubu widzi przyszłość Ruchu?
W klubie powinny działać osoby, które nie będą spały po nocach i coś dla tego klubu dobrego zrobią…
– A pan jak radził sobie z tymi problemami?
Ta cała sytuacja kosztowała mnie wiele nerwów. Musiałem brać to wszystko na siebie i później wchodzić do szatni. Jak tu wiedząc jaka jest sytuacja w klubie motywować zawodników do treningów, do gry? Dla mnie to był najcięższa robota. Kładąc się spać nie zasypiałem, wymyślając zdania motywujące piłkarzy do pracy, treningów i pełnego zaangażowania…
– Ilu miesięczne były poślizgi w waszych wypłatach?
Ja miałem ostatnią wypłatę za luty i przy rozwiązywaniu kontraktu zrzekłem się wszystkich należności.
– To był warunek rozwiązania umowy tak?
Tak. Ja dostawałem stypendium z miasta Piłkarze otrzymywali stypendia w wysokości 1000 – 600 złotych, to były jedyne kwoty pewne. Mieliśmy graczy, którzy przyjechali do nas z daleka np. Białegostoku – to kwoty te nie raz nie wystarczały nawet na paliwo, aby piłkarz odwiedził rodzinę. Nie mówię o innych kosztach dziennego utrzymania, wyżywienia, odnowy biologicznej, odżywek itp.
– Jeżeli to ma tak dalej wyglądać, czy to ma sens?
Nie ma. Ja tak pracowałem od początku. Problemy naprawdę duże rozpoczęły się przy awansie do I ligi.
– Panu udawało się to jednak jakoś sklejać.
Udawało, jednak kosztowało to wiele pracy i nerwów. Co runda miałem ponad połowę nowych zawodników, więc naprawdę trzeba poświęcić dużo czasu, aby to jakoś funkcjonowało. Problemy narastały, a mnie już kończyły się zdania do motywacji. Motywować ludzi do pracy za darmo to nie jest łatwa sprawa. Przeżywaliśmy naprawdę ciężkie chwile.
– Przykro to słuchać. Może będzie taki czas, że w Ruchu będzie jeszcze normalnie… Tymczasem został pan trenerem Pogoni Szczecin? Mówiło się o zainteresowaniu również innych klubów m.in. Lechii Gdańsk, było coś na rzeczy?
Był odzew ze strony Lechii Gdańsk, natomiast nie było konkretnej oferty i wizji współpracy ze mną. Było coś na rzeczy z Niecieczą oraz Wisły Płock, jednak oferta Pogoni była najkonkretniejsza, tym bardziej, że Pogoń to drużyna ekstraklasowa i nie ma chyba trenera, który by takiej ofert nie przyjął. Telefon od działaczy otrzymałem w momencie kiedy rozwiązałem kontrakt z Ruchem, przyjechałem do Szczecina, przedstawiłem swoją wizję współpracy, która przypadła do gustu włodarzom Pogoni i szybko doszliśmy do porozumienia.
– Czy nie obawia się pan tego wyzwania. To jest jednak ekstraklasa i tam w przypadku kilku niepowodzeń cierpliwość włodarzy może się wyczerpać?
Nie ma porównania co do skali presji i oczekiwań do tego co było w Radzionkowie. Jednak jeżeli obawiałbym się tej presji to na pewno nie mógłbym być trenerem. Trener musi wytrzymać ciśnienie związane z presją wyniku i oczekiwaniami i mam nadzieję, że dam sobie radę.
– Czy jednak nie było by lepszym rozwiązaniem zrobienie jeszcze jednego małego kroku, przed tak wielkim jakim jest przeskok z I ligi do ekstraklasy?
Ja podchodzę do tego w inny sposób. W Pogoni są idealne warunki, jest wszystko potrzebne do tego, aby osiągnąć dobry rezultat. Jest bardzo dobra baza treningowa i jest potencjał w szatni. Uważam, że jeżeli ma się większy i bezpieczniejszy samochód to się lepiej go prowadzi i tak do tego podchodzę.
– W szatni Pogoni jest wielu zawodników starszych od pana. Czy nie obawia się pan, że to piłkarze tacy jak np. Bartosz Ława czy Edi Andradina będą rządzić szatnią, a nie pan?
Jest to niemożliwe. Na pewno bariera i dystans pomiędzy trenerem, a zawodnikami musi być, to są profesjonaliści i doskonalę ten aspekt rozumieją. Będę chciał pokazać, zawodnikom, że to nie przypadek, że zarząd Pogoni właśnie mnie powierzył to stanowisko, a swoją pracą będę chciał udowodnić, że wspólnie możemy osiągnąć wiele. Natomiast jeśli chodzi o kontakty z zawodnikami, to jestem przekonany, ze znajdziemy wspólny język. W Radzionkowie też trenowałem zawodników o wiele lat starszych takich jak np. Rocki, Kompała, Muszalik, a szacunek i potrzebny dystans między nami jest do dnia dzisiejszego, więc o tego typu problemy się nie obawiam.
Moja rola będzie też polegać na tym, aby do żadnych konfliktów w zespole nie dochodziło. Chcę stworzyć zespół, który będzie podążał w jednym kierunku.
– Jaki jest więc cel na nowy sezon w Pogoni Szczecin?
Cel jest jasny, utrzymać się w ekstraklasie.
– W imieniu swoim i wszystkich czytelników Głosu Radzionkowskiego życzę powodzenia i sukcesów w Szczecinie. Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję bardzo za życzenia i rozmowę. Pozdrawiam wszystkich kibiców Ruchu, którzy od początku mojej samodzielnej pracy w Radzionkowie dali odczuć, że są ze mną
i z zespołem, to było dla mnie bardzo ważne, motywowało do pracy.

Rozmawiał: Adam Sznajder

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

test z matematyki * Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.